Nicaragua

Nicaragua

Para español – haz click aqui

Z Nikaragui nie mamy wielu zdjęć, w tym ani jednego z Granady, naszego ulubionego miasteczka kolonialnego. Dlaczego? O tym za chwilę. Za to mamy wspomnienia naszego najpiękniejszego kontaktu ze światem zwierząt.

Uwielbiamy kolonialne miasteczka za ich kolory i detale: wysokie drewniane drzwi, patia z fontannami, fasady w kolorach tęczy, barokowe kościoły, brukowane uliczki. Takie są Leon i Granada. Zapraszają do długich spacerów, do zatrzymania się na jednym z placów. Wiele kawiarni i hoteli odrestaurowało piękne wnętrza z tamtej epoki, wyposażone w oryginalne meble. Hotele te nie są na nasza backpackerska kieszeń, za to pozwalamy tam sobie na kawki i ciasto. Mogłabym tam siedzieć godzinami!

Z Granady udajemy się na kolejny aktywny wulkan – Masaya. Tym razem bez wspinaczki, do samego krateru prowadzi wyasfaltowana droga przez park narodowy. Po obu jej stronach podziwiamy czarne bryły lawy z wcześniejszych wybuchów. Krater Masaya jest ogromny, nad nim unosi się gęsta chmura dymu i gazów, to ze względu na nie nad kraterem możemy przebywać tylko do 20 minut. Natomiast w jego wnętrzu, na głębokości ok. 80 metrów przelewa się czerwona lawa. To niesamowite móc tak popatrzeć do wnętrza ziemi…

W Nikaragui przede wszystkim jednak mamy nadzieję zobaczyć żółwie. Raz do roku tysiące żółwi morskich wychodzi z oceanu na plaże Pacyfiku, aby w głębi piasku złożyć jaja. Jesteśmy jeszcze przed sezonem masowych przybyć żółwi (tzw. arribadas), możemy liczyć tylko na szczęście. Najpierw udajemy się do nadmorskiego Peñitas. Żółwi nie zobaczyliśmy, ale miło być po dłuższym czasie znowu nad oceanem: spacery wzdłuż plaży, różowe zachody słońca, świeża ryba ugrillowana przez Guille.

Po kolejnym przeszperaniu internetu wiemy, że musimy udać się do rezerwatu przyrody Chacocente, ale jak tam dojechać? Na ten temat nie ma już wystarczająco informacji. Jedziemy więc do najbliższego miasta i na dworcu pytamy o dalsze połączenie.

– Pojedziesz jednym autobusem, wysiądziesz na takim i takim skrzyżowaniu, to jest w środku lasu, tam złapiesz drugi autobus, ostatnie 5 km musisz przejść pieszo. Ale dziś już nie dojedziesz, ten drugi autobus jeździ tylko raz dziennie i już pojechał.

– Jedziemy – mówi Guille.

– No ale jak? Przecież dziś nie dojedziemy, gdzie będziemy spać?

Pojechaliśmy. Pocieszyłam się, że w razie czego mamy namiot. Wysiedliśmy na szutrowej ścieżce w środku lasu. Jak zawsze Guille poszedł na zwiady, po dłuższej chwili wrócił, znalazł! Znalazł Camino del Viento, schronisko rozwijane przez przemiłą, skromną nikaraguańską rodzinę. Mają dwa domki do wynajęcia, powoli przygotowują dalsze instalacje. Cudowne miejsce, wśród wysokich drzew (po których biegają małpki), absolutna cisza i spokój, nie ma internetu, jest hamak i książka.

Następnego dnia, wraz z przewodnikiem – synem właściciela schroniska – ruszamy dalej, najpierw tym jedynym autobusem, później 5 km pieszo, aż do znajdującej się przy plaży siedziby rezerwatu ochrony żółwi Chacocente. Żółwie morskie są pod ścisłą ochroną, niestety wciąż istnieją ludzie, którzy wykradają ich jaja, aby je… zjeść. Stąd pracownicy rezerwatu wraz z siłami zbrojnymi regularnie patrolują plaże, szczególnie w nocy, kiedy to żółwie wychodzą z oceanu. Umawiamy się, ze pójdziemy z nimi na pierwsza zmianę tj. o 9 wieczorem. 10 razy obchodzimy całą plażę tam i z powrotem, pracownicy pilnie obserwują czy w pobliskich krzakach nie czają się złodzieje jaj. Niestety, żaden żółw nie wyszedł w tym czasie z wody. Zmiana warty, trochę zawiedzeni wracamy do siedziby rezerwatu, zmęczeni długim spacerem po piachu idziemy spać (za niewielką opłatą dostajemy domek na nocleg). Umawiamy się jednak, że jeżeli pojawi się jakiś żółw, pracownicy kolejnej warty po nas zadzwonią. Ok 23 jest telefon! Podekscytowani wyskakujemy z łóżek i biegniemy na plażę

Ciemna noc, lekkie światło latarek, ogromny żółw stoi nad dołkiem w piasku, który sobie wcześniej wykopał. Raz po raz do dołka spadają jajka w miękkiej skorupie (każdy żółw składa ich około 100). Kiedy złożył ostanie jajko tylnymi pletwami zaczyna zasłaniać dół piaskiem. Długo zasypuje i uklepuje, jakby chciał się upewnić, że jego potomstwo jest bezpieczne. Kiedy wolno pełza w stronę morza, odprowadzany go wzrokiem. Łezka kreci się w oku, kiedy znika w głębi oceanu…

A dlaczego prawie nie mamy zdjęć z Nikaragui? Otóż kiedy wysiedliśmy tam w środku lasu i chcieliśmy zrobić zdjęcie biegającym po drzewach małpkom zorientowaliśmy się, ze nie mamy aparatu. Pierwsza myśl: stało się, okradli nas! Ale po dłuższej analizie doszliśmy do wniosku, że musiał nam wypaść w autobusie. Złość na siebie za nieuwagę, żal aparatu, do którego mieliśmy sentyment. Na pewno ktoś go znalazł i sobie zachowa albo sprzeda. Mimo wszystko postanowiliśmy spróbować cos zrobić. Po kilku dniach w rezerwacie wróciliśmy do miasta i czekaliśmy na ten sam autobus, którym wtedy przyjechaliśmy, mentalnie gotowi na negocjacje i na odkupne. Jakież było nasze zdziwienie, ulga i radość, kiedy kierowca wyciągnął nasz aparat ze schowka: to ten brązowy? (ok, później okazało się, że w karcie pamięci brakowało chipa, na szczęście parę dni wcześniej ściągnęliśmy zdjęcia na twardy dysk, straciliśmy więc zdjęcia tylko z paru ostatnich dni)

Z odzyskaną wiarą w ludzi wyjechaliśmy z Nikaragui, kierunek Kostaryka…

Przejdź do zdjęć

De Nicaragua no tenemos muchas fotos, y ninguna de Granada, nuestra ciudad colonial favorita. Porque? Ahora lo contamos. Pero sí tenemos los recuerdos de nuestro encuentro más bello con el mundo de animal.

Nos encantan las ciudades coloniales por sus colores y detalles: altas puertas de madera, patios con fontanas, fachadas en todos colores, iglesias barrocas y calles empedradas. Así son Leon y Granada. Invitan a largas caminatas, a pararse en una de las plazas. Muchas cafeterías y hoteles han renovado los bellísimos interiores de aquella época, con los muebles originales. Estos hoteles están fuera del alcance de nuestro presupuesto mochilero, pero sí disfrutamos allá de cafecitos con pasteles. Podría pasar horas en estos interiores!

De Granada nos vamos a ver otro volcán activo – Masaya. Esta vez sin escalinata, hay una calle asfaltada que llega hasta el cráter. A los costados de la calle vemos cubos de lava negra de anteriores erupciones. El cráter Masaya es enorme, con una gran nube de humo y gases encima, es por esos gases que solo nos podemos quedar allá unos 20 minutos. Y en su interior, a unos 80 metros de profundidad, se vierte lava de color rojo. Es increíble poder mirar al interior de la tierra…

En Nicaragua sobre todo esperamos ver tortugas. Una vez al año miles de tortugas marinas salen del océano para desovar en las playas del Pacifico. Estamos un poco temprano, todavía nos empezó la temporada de las arribadas masivas, solo podemos contar con suerte para verlos. Primero nos dirigimos a Peñitas. No hemos podido ver tortugas, pero era lindo volver a la costa: caminos por la playa, puestas del sol en color rosa y pescado fresco asado por Guille.

Volvemos a buscar por internet. Ya sabemos que tenemos que dirigirnos al Refugio de Vida Silvestre Chacocente, pero como llegar allá? De esto ya no encontramos mucha información. Decidimos irnos a la ciudad más cercana y en la terminal preguntamos.

–          Te iras en un autobús hasta un cruce en el medio del bosque, allá pasa otro autobús y los últimos 5 km tienes que hacer a pie. Pero hoy ya no llegaras, el otro autobús solo pasa una vez por día y hoy ya pasó.

–          Vamos – dice Guille.

–          Pero como? Si ha dicho que hoy ya no llegamos, donde vamos a pasar la noche?

Nos fuimos. En cualquier caso, tenemos la tienda de campaña, calculé. Nos bajamos en una calle de tierra en el medio del bosque. Como siempre, Guille salió a averiguar, después de un rato vuelve, encontró! Encontró Camino del Viento, un refugio llevado por una humilde familia nicaragüense. Tienen dos casitas para alquilar y están preparando otras instalaciones. Un sitio maravilloso, entre altos arboles (por cuales andan monitos), silencio y tranquilidad, no hay internet, hay hamaca y libro.

El próximo día, junto con el guía – el hijo del dueño del refugio – seguimos: primero en el autobús (este que solo va una vez por día), luego 5 km a pie, hasta la oficina de la reserva Chacocente ubicada casi en la playa. Las tortugas marinas están bajo protección, sin embargo, hay gente robando sus huevos para… comérselos. Es por eso que los trabajadores de la reserva junto con la fuerza armada regularmente patrullan la playa, sobre todo por la noche cuando las tortugas salen del océano. Nos dejan ir con ellos a la primera patrulla a las 9 de la noche. Unas diez veces recorremos la playa de un lado al otro, los trabajadores miran fijamente si no hay ladrones en los arbustos. Lamentablemente no hemos podido ver ninguna tortuga. Cambio de patrulla, un poco decepcionados volvemos a la sede de la reserva, cansados de la caminata por la arena nos vamos a dormir (por un buen precio nos dejaron una casita para dormir). Pero acordamos que nos avisaran por teléfono por si ven alguna tortuga. Sobre las 23.00 suena el teléfono! Excitados saltamos de las camas y vamos corrigendo a la playa.

Noche oscura, baja luz de la linterna, una gran tortuga parada sobre un hoyo en la arena que se cavó. Una tras otra caen las huevas de cascara blanda (cada tortuga deja unas 100 huevas). Al caer la última hueva, la tortuga empieza a cubrir el hoyo con sus aletas traseras. Poco a poco está moviendo y fijando la arena como para asegurarse que sus hijos estarán bien protegidos. Cuando lentamente se aleja al mar, la acompañamos con nuestras miradas. Se nos empañan los ojos cuando la tortuga desaparece en el mar…

 Y porque no tenemos casi ninguna foto de Nicaragua? Pues al bajar en este cruce en el medio del bosque queríamos sacar unas fotos a los monos saltando de rama en rama entre los frondosos arboles que cubrían la poca luz que dejaba el sol en el camino cada vez se hacia  mas pequeño.. Es entonces cuando nos damos cuenta que no tenemos la camera. Lo primero que pensamos: ya esta, nos robaron! Pero después de seguir pensando y analizando llegamos a la conclusión que habrá caído en el autobús. Estamos enfadados con nosotros mismos por el despiste y tristes por la camera, ya que nos encariñamos con ella. Seguramente alguien la habrá encontrado y se la quedaría o la vendería. Decidimos al menos intentar a hacer algo. Después de unos días en la reserva volvemos a la ciudad y esperamos el mismo autobús con el cual venimos, mentalmente listos para negociar y recuperar nuestra cámara. Como nos sorprendimos, con alivio y alegría, cuando el conductor sacó la cámara de la guantera: es esta de color marrón? (bueno, luego nos dimos cuenta de que de la memoria se sacó el chip, por suerte unos días antes bajamos las fotos al disco duro así que solo perdimos fotos de unos pocos días) 

Con la fe en la gente recuperada nos vamos de Nicaragua, próximo destino – Costa Rica… 

01234

tortugas-nicas
Source: Facebook.com/tortugas.nicas.7

 

56-178

Advertisements

4 thoughts on “Nicaragua

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s