Ameryka Pd./ Sudamérica · Podróż/ Viaje

Jak przekroczycie Andy? Como vais a cruzar los Andes?

Para español haz click aqui

Jak planujecie przekroczyć Andy? To pytanie padło po raz pierwszy, kiedy byliśmy w okolicach Chiloé. Właśnie uciekaliśmy przed zimnem w Patagonii w kierunku północy kontynentu. Marzyliśmy już o tropikach i nawet nie myśleliśmy o tym, że w Andach, które musieliśmy przekroczyć, może już spaść śnieg.

San Pedro de Atacama na północy Chile ma coś wspólnego z Ushuaią: ten specyficzny podróżniczy klimat. Podobnie jak Ushuaia San Pedro wciąga, przyjeżdżasz na parę dni, a zostajesz dwa tygodnie, bo wokół jest tyle pięknych miejsc do zobaczenia. I podobnie jak Ushuaia jest tam parking, który skupia zmotoryzowanych podróżników (spotkaliśmy tam znajomych z innych miejsc). Ale cześć z nich już od jakiegoś czasu (dni, tygodni) chciała wyjechać, ale nie mogła, bo przejścia graniczne z Argentyną (Paso Jama) i z Boliwią (Hito Cajon) zostały zamknięte ze względu na śnieg!

My planowaliśmy wjechać do Boliwii przez niżej położone Ollague, które na razie nie miało problemu śniegu. Ale pewnego dnia wszystkich obiegła wiadomość: trzeba się spieszyć, idzie nawałnica, najpóźniej w środę tu dotrze. Nasi znajomi, którzy planowali to samo przejście zwinęli się i popędzili w kierunku Ollague. Nas zatrzymała jeszcze praca Guille. Planowaliśmy wyjechać w poniedziałek rano i jeszcze tego samego dnia spokojnie przekroczyć granice. Tymczasem w niedzielę późnym wieczorem, jechaliśmy naszym busem, kiedy nagle stanął. Stanął i nie chciał ruszyć. Pierwsza myśl: benzyna (pamiętacie, że nasz wskaźnik poziomu benzyny nie działa; mimo, że sami kontrolujemy zużycie, to jest jakaś granica błędu, na przykład miasto, góry czy szuter zwiększają zużycie, dlatego pierwsze podejrzenie w razie zatrzymania silnika to zawsze brak benzyny). Przenocujemy tu, gdzie jesteśmy, a rano pójdziemy po benzynę i ruszymy w kierunku granicy.

Ale to nie była benzyna… Okazało się, że wysiadła nam pompka benzynowa. W San Pedro nie można nabyć żadnych części samochodowych, a zamówienie ich z Santiago to jakieś 5 dni, a przecież mamy groźbę zamknięcia granicy na karku! Szybki telefon do naszego nieodzownego mechanika pana Eduardo i postanowiliśmy: jedziemy do oddalonej o 100km Calamy (tam można już kupić części) bez pompki. Jak? Prawdę mówiąc na początku sama nie mogłam sobie wyobrazić, że tak się da. Ano poprowadziliśmy wąż od silnika prosto do 6-litrowej butelki po wodzie, którą napełniliśmy benzyną. Butelkę przez tylnie drzwi postawiliśmy na łóżku, na którym ja miałam leżeć i ją podtrzymywać tak, aby się nie przewróciła, ale też aby zapewnić swobodny dopływ benzyny. I tak pokonaliśmy 100km górzystej drogi, pod wiatr, w pustynnym upale, zatrzymując się parę razy, aby uzupełnić paliwo w plastikowej butelce, a raz, aby ostudzić nagrzany silnik (jest chłodzony powietrzem a nie wodą, a powietrze tu gorące!).

Do Calamy dotarliśmy na krótko przed zamknięciem sklepów z częściami, tylko po to, żeby się dowiedzieć, że oryginalnej pompki do VW tu nie kupimy. Nad pytaniem czy zamawiać z Santiago (i czekać) czy brać uniwersalną pompkę elektryczną zastanawialiśmy się tylko chwilę. Zwyciężyło widmo zamknięcia granicy. We wtorek rano Guille wziął się do montowania pompki. Ledwie zamknął klapę motoru i ściągnął robocze ciuchy, od razu ruszyliśmy w trasę. Z ciężkimi chmurami deszczowo-śnieżnymi nad nami, pod osłoną nocy dojechaliśmy do granicy Ollague (była już zamknięta ze względu na godziny urzędowania, nie na śnieg). W tą feralną środę byliśmy pierwsi i jedyni po chilijskiej stronie granicy. „Jedziecie z Calamy? Czy są jakieś problemy na trasie? Normalnie o tej porze granica jest już pełna busów turystycznych, a dziś jeszcze żaden się nie pojawił” pytali pogranicznicy, a my dziękowaliśmy w duchu, że jeszcze wczoraj tu dotarliśmy.

Już w Boliwii na wysokości 4000m pojawił się śnieg. Biały puch pokrywał wszystko wokół, świeży śnieg leżał na drodze, śnieg padał raz bardziej raz mniej. Wszędzie biało, chwilowo tak bardzo, że nawet nie widzieliśmy, którędy prowadzi droga.

Kiedy dotarliśmy do miasteczka Uyuni i pokazaliśmy zdjęcia trasy naszym znajomym, którzy dotarli dzień wcześniej, nie mogli uwierzyć jak szybko może zmienić się tu pogoda. Chwilę potem dowiedzieliśmy się, że granice Ollague zamknięto. Mieliśmy satysfakcję, że mimo przeciwności losu (pompka) ten wyścig z czasem wygraliśmy my!
Przejdź do zdjęć

¿Como vais a cruzar los Andes? Esta pregunta cayó por primera vez cuando estábamos por Chiloé. Íbamos huyendo del frio en la Patagonia hacia el norte del continente. Deseábamos calorcito y ni pensamos que en los Andes, a los que tenemos que cruzar, ya puede caer nieve.

San Pedro de Atacama en el norte de Chile me acuerda a Ushuaia: este ambiente viajero. Tal y como Ushuaia, San Pedro atrapa, vienes para unos días y te quedas dos semanas, porque alrededor hay tanto por ver! Y como Ushuaia tiene un parking donde acampan los viajeros con casas rodantes (nos encontramos con conocidos de otros sitios). Pero algunos de ellos ya hace tiempo querían continuar el viaje, pero no han podido, ya que los pasos fronterizos con Argentina (Paso Jama) y con Bolivia (Hito Cajon) han sido cerrados por la nieve!

Nosotros teníamos pensado cruzar a Bolivia por paso Ollague, donde de momento no había problema de nieve. Pero un día cayó la noticia: hay que apurarse, se viene tormenta de nieve, como mucho el miércoles llegara. Nuestros amigos que tenían planificado el mismo paso salieron apurados hacia Ollague. A nosotros nos detuvo el trabajo de Guille. Decidimos salir el lunes por la mañana y el mismo día tranquilamente cruzar la frontera. Mientras tanto el domingo por la tarde íbamos en la kombi cuando de repente se paró. Se paró y no quiso arrancar. Nuestra primera idea: gasolina (como ya sabéis no le va a nuestra kombi el marcador de nivel de gasolina, así que nosotros controlamos el consumo, pero hay posibilidad de error, por ejemplo, ciudades, montaña o ripio aumentan el consumo, es por eso que nuestra primer sospecha en caso de que se pare el motor es siempre – falta gasolina). Bueno, dormiremos allá donde estamos y mañana caminaremos a por la gasolina y arrancamos hasta la frontera!

Pero no era la gasolina… Resultó, que se ha roto la bomba de gasolina. En San Pedro no se consigue ningún repuesto, y pedirlos a Santiago significa unos 5 días de espera, pero corremos el riesgo de que nos cierren la frontera! Una llamada de emergencia a nuestro irremplazable amigo mecánico señor Eduardo (de Paysandú) y decidimos: haremos los 100km a Calama sin bomba de gasolina. ¿Como? La verdad, en el principio no me lo pude imaginar, que se puede. Pues la manguera que va al carburador la metimos a una botella de plástico de 6 litros, la cual llenamos con gasolina (la llamada mamadera). La botella metimos por la puerta trasera encima de la cama (a un nivel más alto del motor), en la cual fui acostada yo manteniendo la botella para que no se caiga y para que tenga un buen flujo de combustible. Y así hicimos 100km de una montañosa ruta, contra el viento y en el desértico calor, parando solo un par de veces para rellenar la botella de plástico con gasolina y una vez para que se enfrié el esforzado motor (es enfriado a aire y no con agua y el aire mismo era calentísimo!)

A Calama llegamos justo antes del cierre de las tiendas de repuestos. Resulto, que aquí no conseguiremos una bomba original de VW. Solo pensamos un ratito si pedir de Santiago (y esperar) o coger una bomba universal eléctrico. Al final y al cabo gano el riesgo del cierre de la frontera. El martes por la mañana Guille puso manos a la obra. Tan solo cerró la tapa del motor y se quitó la ropa de trabajo, arrancamos a la ruta. Con unas amenazantes nubes de lluvia-nieve encima de nosotros, ya a oscuras llegamos a la frontera de Ollague (ya cerró, pero solo por horarios de apertura no por la nieve). El miércoles tempranito éramos los primeros y los únicos en el lado chileno de la frontera. “Venís de Calama? Hay problemas en la ruta? Normalmente a esta hora ya está lleno de buses aquí, pero hoy todavía no vino ninguno” preguntaban los de la aduana, mientras que nosotros dábamos gracias que llegamos aquí ayer.

Ya en Bolivia, a 4000 msnm apareció la nieve. Una capa blanca cubría todo alrededor, nieve recién caída tapaba la ruta y seguía nevando. Mirabas donde mirabas – blanco, a veces tanto, que ni veíamos donde va la ruta.

Cuando llegamos a Uyuni y mostramos fotos de la ruta a nuestros amigos, que llegaron un día antes, no se lo podrían creer. Poco después nos enteramos de que cerraron la frontera Ollague. Estábamos contentos, que a pesar de contracorrientes (la bomba) esta carrera con el tiempo hemos ganado nosotros!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s